O mnie

Aparat cyfrowy, owady, czyli skąd się to wzięło?

Fotografowaniem przyrody zainteresowałem się dopiero w 2006 r z chwilą zakupu małego aparatu cyfrowego, który po kilku miesiącach zmieniłem na nieco lepszy, bardziej dostosowany do moich wymagań. Używany do tamtej pory aparat analogowy zniechęcał mnie do robienia zdjęć, głównie z powodu małej pojemności filmu oraz konieczności łażenia do zakładu fotograficznego w celu wywołania kliszy. Z jakością usług też bywało różnie, a zabawa we własną ciemnię mnie nie pociągała. Odległość czasowa między wykonaniem zdjęcia a obejrzeniem efektów również nie sprzyjała wyciąganiu wniosków, jak ustawiać parametry by zrobić coś lepszego niż tylko jakąś tam fotkę. Moje zainteresowanie owadami rozpoczęło się już w czasach szkoły podstawowej. Przez jakiś czas moimi ulubionymi lekturami były atlasy owadów oraz rewelacyjna książka W. Strojnego "Spotkania z owadami". W kolejnych latach moje hobby wygasło, lecz jak się okazuje nie do końca...

Co sfotografowałem? czyli zaczynam badania

To, co początkowo było tylko fotografowaniem przypadkowo napotykanych owadów bardzo szybko przeistoczyło się w aktywne poszukiwania konkretnych gatunków oraz ich różnych stadiów rozwojowych. Okazało się, że mieszkanie w Zakopanem, bliskość Tatr i praca w Tatrzańskim Parku doskonale ułatwiają obserwowanie rzadkich gatunków owadów. Głównym obiektem moich zainteresowań stały się motyle, a zwykłe fotografowanie zmieniło się w badania nad ich bionomią. Jednym z efektów owych badań stało się napisanie książki "Motyle Tatrzańskiego Parku Narodowego".
Obecnie moje badania idą jakby dwutorowo: w czasie wolnym od pracy penetruję Podhale, Spisz i Orawę. Tu szczególną uwagę kieruję na torfowiska Orawsko-Nowotarskie, na których żyje kilka niezwykle rzadkich gatunków motyli. Z kolei w godzinach pracy zajmuję się badaniami motyli tatrzańskich. Możliwość ta pojawiła się dzięki temu, że prowadzenie takich badań zostało na moją prośbę dopisane do moich obowiązków służbowych.
Co jest celem takich badań na obszarze Tatr? Fauna owadów w Tatrach jest stosunkowo słabo poznana. Źródła podające gatunki motyli występujące na tym obszarze są nieaktualne i z roku na rok ich wartość nabiera charakteru czysto historycznego. A przecież właśnie tu żyją gatunki unikalne, wysokogórskie, dla których Tatry są jedynym w Polsce stanowiskiem. Tymczasem wiedza na temat losów tych gatunków w Tatrach(miejsc występowania, liczebności i bionomii) jest często nieznana.
Boloria pales (dostojka pales), Erebia pronoe (górówka pronoe), Glacies coracina (Halnik kruczak) to tylko niektóre gatunki motyli większych, dla których Tatry są jedynym miejscem występowania w Polsce. W pełni poznana jest jedynie bionomia górówki pronoe.

Co właściwie robię, czyli nie tylko "fotografowanie motylków"

Na czym dokładnie polegają moje badania? Fotografowanie motyli jest tylko częścią tych działań. Niewątpliwie najbardziej efektowną. W przypadku wielu gatunków fotografia pozwala na ich identyfikację (czyli oznaczenie). Czasem jednak konieczne jest odłowienie i wypreparowanie. W tym momencie rozpoczyna się moja ścisła współpraca z zawodowymi entomologami, którzy mają pozwolenie na prowadzenie swoich badań na terenie TPN, w tym na odławianie motyli. Dostarczając im materiałów do badań w zamian otrzymuję dokładne informacje o miejscach występowania określonych gatunków. Otrzymuję też od nich ogromną pomoc w zakresie oznaczania fotografowanych przeze mnie okazów. Nie bez znaczenia są także wspólne wyprawy w teren, podczas których poznaję sposoby szukania żerowisk, pokazywane mi są nieznane mi jeszcze stanowiska motyli. Ogromną wartość dydaktyczną miały dla mnie nocne wyprawy w poszukiwaniu gąsienic górówek z Adamem Wareckim, czy dzienne poszukiwania motyli nocnych z rodziny zwójkowatych, jak i nocne połowy na światło z Witoldem Zajdą. Trudno przecenić znaczenie pomocy profesora Jarosława Buszki przy oznaczaniu motyli ze zdjęć. Od profesora otrzymałem też szereg wytycznych do wyszukiwania żerujących gąsienic motyli mniejszych. Niezwykle cennymi informacjami podzielił się ze mną prof. Jerzy S. Dąbrowski, specjalizujący się w motylach z rodziny kraśnikowatych.
Początek nocnych poszukiwań gąsienic górówek, które żerują nocą na stokach Ciemniaka
Znaleziona przeze mnie gąsienica Erebia pronoe (górówki pronoe), godzina 22:34
Nocne połowy na światło w Koryciskach i niezwykle pomysłowy zestaw wykonany przez Witolda Zajdę.
Świat Tatr jest światem bardzo specyficznym pod względem pogody. A owady, zwłaszcza motyle, niechętnie latają gdy jest chłodno, pochmurno, deszczowo. Nawet charakterystyczne dla wyższych partii gór zimne wiatry powodują, że przywykłe do surowej pogody wysokogórskie motyle częściej zapadają w trawy niż latają. Ale kilka razy w roku zdarzają się ciepłe, prawie bezwietrzne i słoneczne dni, kiedy powyżej górnej granicy lasu rozpoczyna się masowy wylęg wielu gatunków. Naukowiec, choćby z nieodległego Krakowa nie jest w stanie na tyle szybko zareagować, by w tym dniu pojawić się w Tatrach. Będąc na miejscu, w Zakopanem mam tę możliwość by wykorzystać taką pogodę i spenetrować co ciekawsze miejsca w górach.
Obserwowanie motyli w warunkach wysokogórskich nie jest zajęciem łatwym. W poszukiwaniu odpowiednich miejsc raczej idzie się poza wygodnym szlakiem, w dodatku zakosami, by spenetrować jak największy obszar. Pogoń za motylem po stromych zboczach, osuwających się piargach też do łatwych nie należy. Można sobie wyobrazić rozgoryczenie, które odczuwam gdy śledzony okaz zlatuje kilkadziesiąt lub więcej metrów dół, metrów które tak mozolnie przez ostatnie pół godziny pokonywałem. A dobrą pogodę i pojaw gatunku trzeba wykorzystać, więc takie poszukiwania trwają często kilkanaście godzin!
Jajo Boloria pales (Dostojki pales) złożone na Carex firma (turzycy mocnej). To zdjęcie jest dowodem na to, że samice tego gatunku wbrew panującym przypuszczeniom nie składają jaj na roślinie żywicielskiej (fiołku), lub przynajmniej nie zawsze to czynią.
Jajo Erebia pronoe (Górówki pronoe). Podczas wspólnych wypraw z entomologiem Adamem Wareckim nauczyłem się obserwować motyle. Od tamej pory nie jeden raz udało mi się zaobserwować samicę motyla składającą jajo. Jednak widok jaja lub gąsienicy tej górówki, tak samo jak zamieszczonego obok jaja Boloria pales to marzenie niejednego entomologa.
Mała gąsieniczka wysokogórskiego miernikowca Glacies alpinata (Halnik alpejski). Do tej pory w internecie nie udało mi się znaleźć innych zdjęć gąsienic tego gatunku.
Poszczególne stadia rozwojowe wielu gatunków motyli wysokogórskich nie są opisane. Brak również dobrego udokumentowania takich stadiów motyli występujących poza Tatrami. Każdy gatunek ma swoje zwyczaje dotyczące kopulacji, składania jaj, żerowania gąsienic, przepoczwarczania. Co ciekawsze, zwyczaje te mogą się zmieniać w zależności od krainy - moje własne obserwacje pozwoliły na dodanie kilku nowych roślin żywicielskich niektórych gatunków (udokumentowane fotografiami) oraz zweryfikowanie kilku faktów dotyczących sposobu składania jaj (również zdjęcia). Nie wszystkie stadia rozwojowe można łatwo znaleźć w terenie. Niektóre gatunki doskonale znamy jako imago, inne stale widujemy w formie gąsienic, lecz mało kto może się pochwalić, że widział wszystkie stadia rozwojowe tych motyli. Utworzona przeze mnie niedawno specjalna galeria fotografii, zawierająca tylko te motyle, których conajmniej 3 stadia rozwojowe udało mi się uwiecznić liczy aż 101 gatunków!

Trzódka, czyli hodowla na całego.

Tu zaczyna się kolejna część mojej działalności: hodowla. Naczelną zasadą mojej hodowli, co pragnę wyraźnie podkreślić na samym wstępie, jest to, że imago motyla zostanie wypuszczone na wolność w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie (czyli nie w środku zimy na Krupówkach ;-) ).
Jak pozyskuję materiał do hodowli? Tu, niestety na ogół zdaję się na przypadek, choć często o odpowiedniej porze roku przeszukuję konkretne rośliny by znaleźć gąsienice lub jaja określonego gatunku.
Gąsienica garbatki Notodonta ziczac znaleziona na wierzbie. Z powodu wiatru gałązkę trzeba przytrzymać. Gąsienica, po sfotografowniu dołączy do pozostałych, znalezionych w tym dniu. Może nie wszystkie będą spasożytowane i na wiosnę będę mógł sfotografować nieskazitelne imago?
  • hodowla od imago, czyli samica składa jaja
  • - to chyba najlepsze rozwiązanie. Podpatrzenie samicy motyla składającej jajo (i jeszcze lepiej sfotografowanie jej przy tej czynności) pozwala na pozyskanie świeżego materiału i obserwacje motyla od samego początku jego życia. Minusem tego rozwiązania jest początkowo mała wielkość gąsienicy (konieczność zachowania dużej ostrożności przy wymianie rośliny pokarmowej i sprzątaniu pojemnika, by przypadkiem nie zagubić samej gąsieniczki). Dużym problemem może się okazać samo ustalenie rośliny pokarmowej w przypadku hodowli gatunku o nieznanej bionomii.
  • hodowla od jaja, czyli ciekawe co to będzie jadło
  • - niektóre jaja mają charakterystyczny wygląd i jeśli gatunek jest znany, wówczas wiadomo jaką strawę należy zapewnić gąsienicy
  • hodowla od gąsienicy, czyli karmienie pasożyta
  • - jeśli gąsienicę znalazłem żerującą, to duża ulga: wiadomo czym ją karmić. Problem w tym, że gąsienica może być już nosicielem pasożyta, który opuści (i uśmierci) gąsienicę pod sam koniec jej okresu żerowania lub dopiero wyjdzie z jej poczwarki.
  • hodowla od poczwarki, czyli "orzeł czy reszka?"
  • - znowu powodem stresu są ewentualne pasożyty, przez co do końca nie wiadomo, co opuści poczwarkę: motyl, czy "mucha".
Jak wygląda moja hodowla w warunkach domowych? Na szczęście mam w domu szeroki parapet, na który nie świeci słońce. Praktycznie przez całe lato jest zastawiony naczyniami, w których znajdują się rośliny z gąsienicami lub poczwarki. W środku sezonu w pojemnikach jest kilkanaście gatunków motyli, którym przynajmniej co 2 dni trzeba oczyścić pojemnik, wymienić wodę pod roślinami, dostarczyć nowych roślin. To dość absorbujące zajęcie: zaraz po pracy, lub jeszcze w ciągu dnia (światło!) muszę zjechać do domu by sfotografować niektóre stadia (gąsienice zmieniają się po każdej wylince). Po obiedzie może mnie czekać wyjazd po rośliny, a wieczorem wspomniane już zabiegi z pojemnikami.
Parapet zastawiony pojemnikami z hodowanymi gąsienicami
Każdą roślinę umieszczam w plastikowym kieliszku z wodą (zaczopowanym papierem, by uchronić larwę przed utonięciem). Daje to dobrą ochronę przed ewentualną pleśnią od spadających na dno pojemnika odchodów. Pozwala też na wykonywanie fotografii gąsienicy w środowisku dość dobrze imitującym naturalne...
W pojemnikach z patyczkami czekają poczwarki, z których lada dzień wyjdą dorosłe motyle. W pojemnikach z roślinami żerują gąsienice. Pojemniki z poczwarkami są opisane; czasem nazwą gatunkową, czasem tylko znakiem zapytania - dopóki nie doczekam się imago, nie będę wiedział, jakiego gatunku gąsienicę hodowałem przez kilka tygodni lub nawet miesięcy.
Pewne pojęcie o ogromie pracy, jaką trzeba włożyć w te badania może wyrazić liczba 117. Tyle bowiem hodowli przeprowadziłem w ciągu 3 lat: w 2009 zaledwie 9 hodowli, w 2010 już 49, a w roku 2011 tych hodowli było 59. Nie wiem, czemu zawsze kończyły się liczbą 9 ??? Oczywiście nie wszystkie polegały na przeprowadzeniu pełnego cyklu - kilka prowadziłem od znalezionych poczwarek, znakomitą większość od gąsienic, a pewnie 20-30 od jaj. Nie wszystkie się udały - głównie z powodu pasożytów, które znajdowały się wewnątrz przyniesionych gąsienic.

Zimowanie, czyli "wóz albo przewóz".

Wiele hodowanych przeze mnie motyli muszę przezimować. Na balkonie, w dużym pojemniku (tu podziękowania dla Ryszarda B.) wyłożonym ziemią spoczywają całe rzędy mniejszych pudełek, zawierających kilkadziesiąt (np. 30) gatunków. W zasadzie ten etap hodowli nie wymaga z mojej strony żadnych specjalnych zabiegów - jeśli całość "skomponowałem" właściwie i zostanie utrzymana odpowiednia wilgotność i temperatura, na wiosnę powinienem doczekać się motyli. Niestety, niektóre gatunki bywają dość wrażliwe na te czynniki i warunki balkonowe mogą im nie służyć.

Wiosna, czyli czas na woreczki z lodem.

Pierwszą rzeczą, którą muszę mieć przygotowaną wiosną jest harmonogram wylęgów. Jest to spis wszystkich zimujących na balkonie poczwarek z terminami (miesiące) pojawu imago w warunkach naturalnych. Gdy ów czas się zbliża poczwarki przenoszę do mieszkania, by mieć je stale pod obserwacją. Niestety, rzadko udaje się zobaczyć moment wyjścia motyla z poczwarki. Na ogół rano lub po powrocie z pracy zastaję imago z rozwiniętymi skrzydłami siedzące nieopodal egzuwium (pustej powłoki po poczwarce). Zanim imago wypuszczę na wolność chcę je sfotografować. Najlepiej w terenie (na balkonie mam paskudne światło i tło nieciekawe). Zapewniam, że opisane niżej zabiegi nie szkodzą motylowi - wykorzystują jego naturalną tendencję do hibernowania w warunkach schłodzenia.
Gdy motyl opuści poczwarkę czekam 2-3 godziny by rozprostował skrzydła (czas zależy głównie od wielkości motyla). Następnie umieszczam go w lodówce (nie w zamrażalniku!), gdzie może przebywać do 4-6 dni. W ciągu tych dni muszę trafić na pogodny dzień. Wówczas pojemnik z motylem umieszczam w większym naczyniu, które jest wyłożone woreczkiem z lodem. Zanim lód się roztopi mam kilka godzin czasu (zależy to oczywiście od pogody). Niektóre gatunki po schłodzeniu potrafią "pozować" nawet przez kilkanaście lub kilkadziesiąt minut (im większe, tym dłużej). To daje czas na zrobienie porządnych zdjęć ze statywu.
Niestety tym sposobem rzadko udaje się schłodzić małe motyle i miernikowce (zwłaszcza te górskie, przywykłe do chłodów). Bywa, że odlatują zaraz po otwarciu pojemnika i ze zdjęcia nici - cóż, taka cena za zasadę nie uśmiercania imago.
Wykładanie schłodzonych motyli na oświetloną gałązkę w celu ich sfotografowania to nerwowa chwila. Odleci, czy poczeka ???

Ważki nad stawem, czyli nie tylko motyle.

Część uwagi poświęciłem Toporowemu Stawowi Niżniemu, który przez dawnego badacza tatrzańskich ważek, Pana Józefa Fudakowskiego został uznany za miejsce najobfitszego ich występowania. Miejsce spokojne, bo z dala od szlaków, co sprzyja obserwacjom, łatwo i szybko dostępne, przez co mogę tam się wybrać w dzień niepewnej pogody. Od dwóch lat prowadzę tam dość wyrywkowe obserwacje, weryfikując listę gatunków opracowaną przez Pana Józefa Fudakowskiego w 1930 roku.
Równie ciekawe obserwacje prowadzę na terenie torfowisk Orawsko-Nowotarskich.
Wiele moich fotografii ważek znalazło się na znakomitej stronie www.wazki.pl, autorstwa Ewy Miłaczewskiej, która tematem ważek zajęła się podobnie jak ja, hobbystycznie.
Somatochlora metallica (miedziopierś metaliczna) opuszczająca wylinkę nad brzegiem Toporowego Stawu.
Somatochora arctica (miedziopierś północna) - rzadki, zagrożony gatunek, którego przepiękną samicę miałem okazję fotografować na Baligówce.
Leucorrhinia pectoralis (zalotka większa) - ta obserwacja poczyniona przeze mnie nad Toporowym Stawem była sporym zaskoczeniem dla entomologów; do tej pory najwyższe stanowisko tego gatunku znajdowało się na wysokości 830 m n.p.m. w Górach Izerskich.

Efekty, czyli co to wszystko dało?

"Papierowym" efektem moich działań jest wspomniana już książka "Motyle Tatrzańskiego Parku Narodowego" oraz szereg artykułów w kwartalniku "Tatry", przybliżających czytelnikom świat owadów, zaś oprócz tego:
  • nawiązałem współpracę z kilkoma entomologami, od których zebrałem nieznane do tej pory pracownikom TPN informacje na temat wysokogórskich gatunków motyli i miejsc ich występowania. Współpraca ta ma charakter stały - cały czas jesteśmy w kontakcie, wymieniamy się informacjami, wyszukałem nowe miejsca występowania wielu gatunków motyli w Tatrach,
  • wykazałem występowanie kilku nowych gatunków, do tej pory w Tatrach nie stwierdzanych lub dawno nie wykazywanych,
  • potwierdziłem poprzez znalezienie żerującej gąsienicy istnienie osiadłej populacji niepylaka apollo w polskiej części Tatr, odkrytej w 2010 przez Filipa Ziębę,
  • założyłem i prowadzę szczegółową bazę danych obserwacji, która obecnie zawiera blisko 500 wpisów (motyle, ważki, chrząszcze , muchówki, błonkówki),
  • niezależnie od tej bazy prowadzę własną bazę wszystkich swoich fotografii, zawierającą ponad 20 tys. zdjęć, wyselekcjonowanych, obrobionych i opisanych nagłówkiem, miejscem wykonania fotografii i słowami kluczowymi.
  • wykazałem nowy gatunek ważki w Tatrach (Leucorrhinia pectoralis (Zalotka większa)),
  • przyczyniłem się do lepszego poznania bionomii kilku gatunków motyli, w tym tak unikalnych, wysokogórskich, jak Catoptria radiella, Glacies alpinata, Boloria pales. W przypadku C.radiella wg prof. Jarosława Buszki jestem pierwszą osobą, której udało się zobaczyć i sfotografować jaja i gąsienice tego gatunku. Fotografii jaj i gąsienic wysokogórskiego miernikowca Glacies alpinata również nie znalazłem w internecie, więc jest to co najmniej rzadka obserwacja, choć ów gatunek dość pospolicie występuje w wyższych partiach Tatr.
  • na Orawie odnalazłem stanowisko bardzo ciekawej (wg J.S.Dąbrowskiego) populacji kraśnika Zygaena purpuralis, który wykazuje cechy (po wypreparowaniu) pokrewnego gatunku, Z.minos. (wspólna publikacja w przygotowaniu)
  • zaobserwowałem i udokumentowałem zdjęciami nietypowy dla gatunku Zygaena sp. sposób składania jaj na obrzeżach torfowisk (wspólna publikacja z J.S.Dąbrowskim w przygotowaniu)
  • współuczestniczyłem wraz z Włodzimierzem Cichockim (Muzeum Tatrzańskie) w pracach nad wspólnym opracowaniem, zatytułowanym "Motyle dzienne kotliny Orawsko-Nowotarskiej",
Gąsienica Parnassius apollo (niepylaka apollo) żerująca na rozchodniku w polskiej części Tatr - niezbity dowód istnienia osiadłej populacji.
Gąsienica Eulithis populata (Nacinka topolowca), bardzo pospolitego miernikowca, żerująca na wierzbie żyłkowanej w okolicach skały Piec. Roślina ta do tej pory nie była wykazana jako żywicielska tego gatunku.
Samica modraszka Polyommatus dorylas - o ile mi wiadomo jest to pierwsza obserwacja tego gatunku na wysokości 1400 m n.p.m. w polskiej części Tatr

Catoptria radiella, wysokogórski, mały motyl należący do rodziny Crambidae. Znalezienie tej kopulującej parki oraz kilku innych ciekawych gatunków było owocem 12 godzin bezustannego chodzenia i biegania po stokach Czerwonych Wierchów. Na kolejnym zdjęciu widać przebarwione już jajo pochodzące od samicy, a trzecia fotografia przedstawia żerującą na mchu gąsienicę tego motyla.

Przypadkowe odkrycie, czyli nieoczekiwany efekt hodowli zielonej larwy znalezionej na gałązkach jodłowych (z podziękowaniami dla Filipa Zięby). Widoczna na zdjęciu muchówka to Meligramma cingulata, przedstawicielka rodziny Syrphidae, której larwy do tej pory nikt nie opisał. Tymczasem, proszę - oto zdjęcie...